piątek, 14 września 2012

MasterCard podnosi opłaty

Trwa walka o redukcję interchange, czyli prowizji, jaką właściciele sklepów płacą od transakcji kartami. Ostatnim wydarzeniem w tej batalii była decyzja o obniżeniu prowizji przez Visę. Wcześniej dla niektórych kart debetowych zrobił to MasterCard a obniżki mają wejść w życie w styczniu przyszłego roku. Decyzje obu organizacji i tak na niewiele się pewnie zdadzą, bo wiele wskazuje na to, że kwestia wysokości interchange zostanie uregulowana ustawą a prowizja zostanie zredukowana o wiele bardziej, niż chciałyby tego organizacje płatnicze. Pytanie tylko kiedy do tego dojdzie. Ale to wszystko już milion razy zostało opisane i nie chcę robić tego po raz kolejny.
Chcę natomiast napisać o pewnej całkowicie zaskakującej decyzji, podjętej niedawno przez MasterCarda, a która po cichu ma wejść w życie już za miesiąc z kawałkiem. Dowiedziałem się o tym zupełnie przypadkiem, pracując wczoraj nad tekstem do DGP o obniżce Visy. Okazuje się, że zanim wejdzie w życie redukcja interchange dla kart debetowych MasterCarda, prowizja ta wzrośnie dla wszystkich kart z logo tej organizacji, wydawanych firmom. W sytuacji gdy NBP, Ministerstwo Finansów i handlowcy sięgają po wszelkie możliwe narzędzia, by koszty obsługi kart zmniejszyć, MasterCard śmiejąc się im prostu w oczy, podwyższa prowizję. To racja, że karty biznesowe stanowią zdecydowaną mniejszość w portfelach Polaków. Ale takie zagranie MasterCarda wygląda wręcz na prowokację. Wydaje się, że firma ta nie wierzy, iż regulację ustawową interchange uda się wprowadzić w życie szybko. Pewnie ma nadzieję, że potrwa to miesiące może kwartały, a w tym czasie uda jej się zdobyć kolejny kawałek rynku. Jasnym jest przecież, że banki chętnie będą wydawać jej karty, skoro będą mogły zarobić na tym więcej niż na wydawnictwie plastików Visy.
Przy okazji potwierdzania informacji o podwyżce MasterCarda, jego szef w Polsce wpuścił mnie w maliny. Niechętnie, ale przyznał, że podwyżka wchodzi w życie 1 listopada argumentując przy tym, że to dostosowanie stawek do prowizji, jakie obowiązują dla biznesowych kart Visy. Obecnie stawki MasterCarda to 1,7 proc. Podwyżka ma wynieść 0,2 proc., czyli prowizja wzrośnie do 1,9 proc. I rzeczywiście w przypadku niektórych kart biznesowych Visy występuje stawka 1,9 proc. Ale to tylko niewielka część portfela Visy. Większość plastików z jej logo wydawanych firmom ma prowizję taką samą, jak karty przeznaczone dla klientów indywidualnych, czyli 1,6 proc.

wtorek, 11 września 2012

Idea mami pożyczką, której nie trzeba oddawać

Nie mam nic przeciwko Idea Bankowi. Nawet cieszy mnie, że istnieje bank, którego misją jest pomaganie małym przedsiębiorcom. Niestety, mam wrażenie, że Idea Bank pod przykrywką dbania o firmy, jest w stanie wcisnąć im każdy kit. Przykład to najnowsza propozycja pożyczki, której nie trzeba oddawać. Tak, tak, nie pomyliłem się. Bank wprowadził do oferty pożyczkę, którą jest w stanie umorzyć. Warunkiem jest regularne spłacanie odsetek od zadłużenia, otwarcie bezpłatnego konta i przelewanie nań minimum 500 zł miesięcznie, oraz korzystanie z usług biura rachunkowego Tax Care, należącego do tej samej grupy kapitałowej co Idea Bank.
Zainteresowało was? Myślę, że tak bo brzmi to bardzo ciekawie. Ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Tak jest i w tym przypadku. Bank deklaruje, że przez cały okres kredytowania, który musi wynosić 10 lat, klient jest zobowiązany do spłacania w miesięcznych ratach jedynie odsetek od kapitału zadłużenia. Oprocentowanie pożyczki nie jest zbyt atrakcyjne, bo wynosi 24 proc. rocznie. Jeżeli dobrze rozumiem, co roku odsetki będą więc wynosić dla przykładowej pożyczki w wysokości 10 tys. zł – 2,4 tys. zł. Przez 10 lat uzbiera się tego zatem 24 tys. zł. Bank podkreśla jednak, że całość odsetek można zaliczyć w koszty uzyskania przychodu. Dla przedsiębiorstwa, opodatkowanego stawką PIT w wysokości 18 proc., oznacza to zmniejszenie zobowiązań wobec fiskusa o ok. 4,3 tys. zł. Koszt obsługi pożyczki, skorygowany o korzyść podatkową, wyniesie zatem ok. 19,7 tys. zł.
Pięknie, ale przyjrzyjmy się tradycyjnej ofercie kredytów, dostępnych w większości banków. Oprocentowanie zwykłych niezabezpieczonych pożyczek wynosi dziś kilkanaście procent. Załóżmy, że będzie to 14 proc. Można znaleźć nawet korzystniejsze propozycje, ale dla naszego porównania przyjmijmy, że będzie to 14 proc. Zadłużając się na 10 tys. zł, w ciągu 10 lat przedsiębiorca spłaci ok. 8,6 tys. zł odsetek oraz kapitał pożyczki. Łącznie odda zatem bankowi 18,6 tys. zł. Korzyść podatkowa z zaliczenia w koszty odsetek wyniesie 1,5 tys zł. Pomniejszając więc o tę kwotę sumę odsetek i kapitału, otrzymujemy 17,1 tys. zł.
Wychodzi więc na to, że mimo umorzenia kapitału oferta Idea Banku i tak jest droższa od tradycyjnej pożyczki o ok. 2,6 tys. zł. I to przy założeniu, że kapitał pożyczki Idea rzeczywiście umorzy. Bo na pewno nie jest to takie oczywiste. Wystarczy spóźnić się o parę dni ze spłatą odsetek i z umorzenia nici. Wtedy trzeba będzie Idei oddać aż 29,7 tys. zł. Pomijam już koszt usługi księgowej w Tax Care, bo większość przedsiębiorców i tak korzysta z pomocy biura rachunkowego, za którą musi płacić.
Jestem pełen podziwu dla produktowców Idea Banku – ich oferta to prawdziwy księgowy i marketingowy majstersztyk. Nie chciałbym jednak być w skórze przedsiębiorcy, który złapie się na tak sprytnie zarzuconą przynętę, i w wyniku przypadku czy zrządzenia losu, będzie musiał oddać wraz z ostatnią ratą odsetkową także cały kapitał pożyczki. Gdy taki przedsiębiorca uświadomi sobie, jak sprytnie został zmanipulowany, pewnie nie łatwo będzie mu się z tym pogodzić. Mam tylko nadzieję, że doradcy Idea Banku sprzedając bezzwrotną pożyczkę, informują swoich klientów o wszystkich wadach tego produktu.

poniedziałek, 10 września 2012

Reklama porównawcza Aliora

Nieczęsto banki wykorzystują w reklamach porównania swojej oferty do warunków proponowanych przez konkurencję. Warto więc zwrócić uwagę na inicjatywę Alior Banku, który w internetowych bannerach m.in. na wp.pl, pokazuje najważniejsze zalety swojego Synca na tle eKonta mBanku i Konta prywatnego Inteligo. Banner przekierowuje internautów do tej strony:


Trzeba oddać Aliorowi, że nie poszedł na łatwiznę i nie porównał się do najdroższych kont na rynku, tylko dla swoich celów wybrał te, które należą do czołówki jeżeli chodzi o ceny podstawowych operacji. Ciężko bowiem znaleźć ofertę korzystniejszą od tego co proponują BRE i Inteligo. I trzeba przyznać, że na ich tle Sync wypada całkiem nieźle.
Inna sprawa, że Alior stosuje sprytne wybiegi, aby przy swojej ofercie móc napisać więcej zer a przy propozycjach konkurencji wykazać więcej wysokich cen. Chodzi choćby o wypłaty z obcych bankomatów. W wykazie porównywanych operacji najpierw pojawia się opcja wykupu bezpłatnego dostępu do wszystkich bankomatów a następnie wypłata z maszyny obcej sieci, gdy za poprzednią opcję się nie zapłaci. Trochę to bez sensu, bo jeżeli wszystkie bankomaty są darmowe, to bezcelowe jest wykupowanie do nich dostępu. Ale dzięki takiej konstrukcji porównania przy ofercie Aliora można wykazać dwie darmowe funkcje a nie jedną. Podobnie jest z prowizją za prowadzenie karty, umożliwiającą płatności zbliżeniowe oraz internetowe. Ta sama karta może służyć do jednego i drugiego, ale dzięki pokazaniu dwóch funkcji tego samego instrumentu można przy ofercie Aliora wykazać dwa zera a przy ofercie konkurencji - dwie opłaty. Wydaje się, że specjaliści od reklamy Synca mogli już sobie takie zagrania darować.
Trzeba też zwrócić uwagę, że porównanie zawarte w reklamie Aliora ma sens dla tych klientów, którzy poszukują drugiego czy kolejnego konta. W przypadku używania rachunku jako podstawowego, część opłat wykazanych przy ofercie konkurencji nie będzie miało miejsca. Mam na myśli np. opłatę za kartę, która nie występuje przy eKoncie czy Koncie prywatnym, gdy wykona się transakcje bezgotówkowe plastikiem za min. 100 zł. Dla kogoś, kto korzysta aktywnie z rachunku, przekroczenie tej kwoty nie będzie problemem. Alior przemilcza też fakt, że mBank wprowadził niedawno cashback dla niektórych klientów, usprawiedliwiając się, że dane o ofercie konkurentów pochodzą z czerwca, gdy cashbacku w mBanku jeszcze nie było.
Mimo tych niedociągnięć trzeba pomysł Aliora ocenić pozytywnie i mieć nadzieję, że więcej banków będzie stosowało reklamę porównawczą w swoich marketingowych przekazach. Może to działać na korzyść klientów. Pod warunkiem wszakże, że podejdą oni z należytą ostrożnością i rezerwą do tego, co marketingowcy w tych reklamach chcą przekazać.

niedziela, 9 września 2012

MasterCard się uraduje

Przez kilka ostatnich dni mogłem cieszyć się z krótkiego urlopu, w czasie którego starałem się nie czytać newsów i nie oglądać telewizji informacyjnych. Czas wracać jednak do rzeczywistości i odrobić lekcje. Podczas mojej nieobecności Narodowy Bank Polski opublikował dane na temat rynku kart w II kwartale. Po ich przeczytaniu przyszło mi do głowy, że szczególnie musiały one przypaść do gustu MasterCardowi.
Okazuje się, że coraz dynamiczniej rośnie liczba transakcji bezgotówkowych, wykonywanych kartami. Od kwietnia do czerwca zapłaciliśmy w sklepach kartą 295 mln razy – o 50 mln więcej niż w II kwartale ubiegłego roku. Niewątpliwie jedną z przyczyn, która wpływa na rosnącą transakcyjność, jest zwiększająca się sieć akceptacji. Liczba terminali do przyjmowania płatności kartami wzrosła z 259,7 do 285,4 tys. sztuk. Korzystając z nich Polacy wydali 28,1 mld zł (w II kw. ub. roku było to 24,6 mld zł).
Dlaczego te liczby mają cieszyć w szczególności ludzi z MC? Bo to właśnie ta organizacja była głównym hamulcowym porozumienia w sprawie obniżki interchange, czyli prowizji od transakcji kartami. Przekonywała, że i liczba i wartość transakcji a także sieć akceptacji będą rosły i bez obniżki interchange, bo Polacy pokochali karty i przestawiają się z gotówki na pieniądz plastikowy. Tylko kwestią czasu ma być dogonienie pod tym względem Europy, która nie będzie rozwijać się tak szybko jak Polska. Najświeższe dane przedstawione przez NBP zdają się potwierdzać teorię MasterCarda.
Ale informacje przekazane przez bank centralny na temat aktualnej sytuacji na rynku kart płatniczych niosą ze sobą także ważny przekaz dla handlowców. Pokazują bowiem, że rzeczywiście nasi rodacy coraz chętniej wyciągają z portfela plastikowy pieniądz a statystyki będą jeszcze bardziej imponujące, gdy tego plastiku nie trzeba będzie w ogóle wyciągać by dokonać płatności. Mam na myśli rozwój technologii zbliżeniowej. Przesłanie dla handlowców jest więc jasne: chcąc nie chcąc będą musieli instalować terminale do obsługi płatności kartami. Miejmy nadzieję, że posłowie, którzy wkrótce będą decydować o kształcie ustawy obniżającej interchange, nie wyleją dziecka z kąpielą i nie wprowadzą przy okazji rozwiązań, które zamiast pomagać w rozwoju rynku kart, będą go hamować.

sobota, 8 września 2012

NFC katastrofa - część trzecia

Po kilku ostatnich przygodach z NFC dochodzę do wniosku, że albo mam strasznego pecha, albo technologia, którą zamierzają nam sprzedawać banki i organizacje płatnicze, jest tak niedorobiona jak praca plastyczna mojej siedmioletniej córki.
Pisałem już na tym blogu o kłopotach, jakie miałem z płaceniem Galaxy S III ze zintegrowanym modułem NFC. Telefon z kartą przedpłaconą BZ WBK, udostępniła mi Visa. Jak pisałem, z kilkunastu podjętych prób płatności, powodzeniem zakończyło się jedynie kupno biletu komunikacji miejskiej w jednym z automatów w Warszawie oraz napoju w kawiarni. W osiedlowych sklepach na Tarchominie patrzą już na mnie jak na dziwoląga. Kilkanaście razy próbowałem płacić za drobne zakupy tym ogromnym telefonem i za każdym razem musiałem wyciągać gotówkę a ekspedientki i ludzie w kolejce obrzucali mnie co najmniej dwuznacznym spojrzeniem.
Wreszcie oddałem Samsunga a po kilku dniach odebrałem telefon z Visy, że problem jest już zidentyfikowany i wkrótce zostanie naprawiony. Gdy tylko to się stanie, mam dostać telefon do ponownego sprawdzenia. Chętnie to uczynię. Natomiast w tzw. międzyczasie swoje testy NFC postanowił przeprowadzić ING Bank Śląski. O swoich pozytywnych doświadczeniach z tą technologią w wykonaniu Banku Śląskiego pisał na swoim blogu Eugeniusz Twaróg z Pulsu Biznesu. Ja też dostałem aparat BlackBerry z nakładką NFC. A że akurat miałem kilka dni wolnego, miałem też dużo czasu na to, aby sprawdzić jak działa NFC w Śląskim.
I niestety, znowu się zawiodłem. Najpierw było dużo problemów aby w ogóle nadać numer PIN mojej karcie przedpłaconej. Później okazało się, że z ustawieniami mojego aparatu było coś nie tak, więc te problemy można zrzucić na moją niewiedzę w obyciu z dość już archaicznym jak na mój gust telefonem. Gdy problem udało się naprawić i ustanowić PIN, okazało się, że występuje problem z komunikacją między kartą bankową, zainstalowaną w BlackBerry, a nakładką NFC. Gdy zatelefonowałem do działu obsługi banku dowiedziałem się, że problem występuje w niektórych aparatach i wiadomo na czym polega, jednak nie udało się go do tej pory rozwiązać. Na szczęście, w większości przypadków, ma to nie przeszkadzać w dokonywaniu płatności. Poszedłem więc do pierwszego lepszego sklepu i znów z płatności nici. Deja vu. Terminal prosił o włożenie karty do czytnika, co oczywiście w moim przypadku nie było możliwe. Próbowałem jeszcze kilka razy w innych sklepach za każdym razem z takim samym skutkiem. Śląski obiecał, że wkrótce wymieni mi testowany telefon.
Sam nie wiem już co o tym myśleć. Jak pisałem mam zegarek ze zbliżeniową kartą i nigdy, naprawdę nigdy nie miałem problemu z tym, aby nim zapłacić. Rozwiązanie naprawdę jest fajne i wygodne, moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Ale NFC w komórce jak na razie to totalna porażka. To po prostu nie działa. Zaczyna mnie intrygować: czy pochlebne opinie z innych źródeł na ten temat są nieprawdziwe, czy inni mają szczęście trafiać na udane egzemplarze urządzeń z NFC? Nie wiem, ale tak czy siak, ta technologia nie zdobędzie rynku, jeżeli nie zostanie dopracowana do perfekcji. Na razie do tego daleko.