poniedziałek, 29 października 2012

Bankomaty wypłacą zbliżeniowo

Nie tylko Euronet chce wprowadzić w swoich urządzeniach możliwość wypłacania gotówki kartami bezstykowo, o czym pisałem jakiś czas temu. Jak udało mi się dowiedzieć również PKO BP ma takie plany i przygotowuje się do tego technologicznie. Pierwsze urządzenia z taką funkcją mogą zacząć działać już za kilka miesięcy. Przedstawiciele PKO BP potwierdzają, że jedyną przeszkodą w realizacji tych zamierzeń jest brak odpowiednich standardów, które muszą zostać opracowane przez dwie największe organizacje płatnicze, czyli Visę i MasterCarda. Te natomiast na razie zaaferowane są wdrażaniem w życie płatności NFC w telefonach i czasu na bezsytkowe wypłaty z bankomatów jakoś im nie starcza. Nieoficjalnie mówi się jednak, że prace z wolna posuwają się do przodu i mogą się zakończyć nawet w tym roku. Wtedy droga do zbliżeniowych maszyn będzie otwarta.

Na razie bankomaty wydające gotówkę zbliżeniowo jeszcze nigdzie w Europie nie działają. Były testy w Hiszpanii jakiś czas temu, ale nie na zasadach opracowanych przez organizacje płatnicze, tylko przez banki. Jak widać nie upowszechniły się na szerszą skalę. Wtedy do testów wykorzystano karty Visy. Tymczasem najbliżej wystsandaryzowania zasad wypłat jest ponoć MasterCard

Wydaje mi się, że umożliwienie wypłat gotówki zbliżeniowo z bankomatów jest niezwykle ważne dla upowszechnienia się płatności NFC smartfonami. Gotówka nie wyjdzie z użytku w dającej się przewidzieć przyszłości. Żeby więc telefon komórkowy z NFC mógł się stać całkowitym i pełnym substytutem plastikowej karty, bankomat musi umożliwiać dostęp do pieniędzy użytkownikom telefonów z NFC. Im prędzej do tego dojdzie tym lepiej dla tej technologii.

środa, 24 października 2012

Getin chce zadziwić Sync-a

Za dwa tygodnie Getin Noble Bank zamierza ogłosić duże zmiany w swojej ofercie. Światło dzienne ujrzeć ma kilka produktów, skupionych wokół nowego rachunku osobistego o nazwie Getin Up. Najważniejsze z nich to aplikacja na smartfony oraz karty płatnicze zintegrowane z telefonem w ramach usługi MyWallet w T-Mobile. Klienci dostaną również nowy internetowy serwis transakcyjny i kilka innych gadżetów, jak np. aplikacja, umożliwiająca wykonywanie przelewów po zeskanowaniu kodów na rachunku. Podobnie działa już np. Fotokasa w Citi Handlowym.

Przedstawiciele Getin Noble Banku chwalą się, że pakiet Getin Up będzie tak nowoczesny, że z powodzeniem będzie mógł konkurować z Aliorem Sync czy budowanym, nowym mBankiem. Niestety, nie znam więcej szczegółów na temat projektu Getinu więc trudno mi ocenić, czy rzeczywiście tak będzie. Z drugiej strony wcale nie musi być to bardzo trudne. Funkcjonujący już Sync i powstający nowy mBank lubią się nazywać bankami nowej generacji, ale w gruncie rzeczy niewiele różnią się od większości nowoczesnych banków internetowych. Wystarczy powiedzieć, że aby zdobyć klientów Alior Sync musiał uciec się do zaproponowania powszechnego już dziś money backu, czyli zwrotu części wydatków poniesionych kartą wydaną do rachunku. Widać twórcy Sync-a z góry założyli, że przelewy przez Facebooka i inne tego typu gadżety to za mało, by zawojować rynek.

Natomiast strategicznie Getin Up ma poprawić marny wizerunek, jaki GNB ma wśród swoich klientów. Aby się przekonać jak bardzo jest on zły wystarczy wejść do internetu i poczytać wpisy na forach dyskusyjnych, gromadzących ludzi niezadowolonych z usług bankowych. Klientów Getinu można tam spotkać najczęściej. Bankowi grożą nawet dwa procesy zbiorowe, jakie chcą mu wytoczyć osoby spłacające kredyty hipoteczne, oraz posiadające długoletnie programy oszczędnościowe. Pisałem o tym na swoim blogu już kilka razy. Przed Getin Up zadanie więc bardzo trudne. Czy projekt będzie na tyle dobry, by sobie z nim poradzić? Na razie ciężko ocenić. Potrzeba więcej szczegółów na temat tej oferty, które mam nadzieję poznać w drugiej połowie listopada.

poniedziałek, 22 października 2012

Nie zawsze zapłacisz kartą za granicą

Przyznam szczerze, że coraz rzadziej płacę za cokolwiek gotówką. W większości miejsc, gdzie robię zakupy i jadam, są terminale do płatności kartą, co pozwala mi obywać się bez banknotów i monet. Nawet gdy przychodzi mi parkować na mieście albo jechać komunikacją miejską, to z łatwością potrafię zapłacić za to bez użycia gotówki.

Z przyzwyczajenia oraz, co tu dużo mówić, z lenistwa, wyjeżdżając ostatnio za granicę, nie zabrałem ze sobą pieniędzy. Wydawało mi się, że gdzie jak gdzie, ale we Francji, w której sieć akceptacji jest kilkukrotnie większa niż w Polsce, będzie mi niezwykle trudno natrafić na miejsce, gdzie nie będę mógł zapłacić kartą. Zwłaszcza, że program mojej podróży zakładał poruszanie się jedynie po centrum Paryża, gdzie nasycenie terminalami powinno być szczególnie wysokie.

No i cóż, rzeczywiście zapłacić kartą można tam niemal wszędzie. Nawet w kioskach z prasą widziałem terminale. Niestety, spotkała mnie przykra niespodzianka, gdy późno w nocy, używając karty, chciałem uiścić rachunek w restauracji. Okazało się, że nie jest to możliwe, bo terminal odmówił jej przyjęcia. Podobnie stało się z kartą mojego kolegi z konkurencyjnej redakcji. Na szczęście z sytuacji udało się wybrnąć, bo na kolacji byliśmy ze znajomymi Francuzami, którzy mieli przy sobie gotówkę. Inna sprawa, że znalezienie o późnej porze bankomatu, by wyjąć gotówkę i oddać dług, zajęło trochę czasu. W każdym razie pieniądze z maszyny wypłaciłem bez najmniejszego problemu. To jeszcze bardziej wzmogło moją ciekawość, dlaczego moja karta nie zadziałała w knajpie.

Po powrocie do Polski zacząłem drążyć temat. Wyjaśnienie zagadki nie było proste, ale wreszcie się udało. Okazało się, że ani mój bank – wydawca karty, ani międzynarodowa organizacja płatnicza, której logo widniało na karcie, nie odnotowali próby mojej płatności we Francji. Innymi słowy terminal francuskiej restauracji w ogóle nie przesłał informacji do centrum rozliczeniowego z prośbą o autoryzację transakcji. Trudno dociec dlaczego tak się stało, ale jedyne logiczne wytłumaczenie jest takie, że terminal świadomie został przez obsługę odłączony, by klientów zmusić do płatności gotówką

Nie chcę wymyślać, dlaczego na takie działanie się zdecydowała, aby nie zostać posądzonym o śmieszność. W każdym razie faktem jest, że Polak za granicą nie może być pewnym, że swoją kartą zapłaci wszędzie tam, gdzie będzie miał na to ochotę. A stąd wniosek dla wszystkich podróżnych z Polski: jedziesz za granicę, lepiej miej przy sobie choć trochę gotówki, bo nie znasz dnia ani godziny, gdy Twoja karta przestanie działać. W ten sposób oszczędzisz sobie konieczności wędrówki po obcym mieście w nocy, w poszukiwaniu bankomatu.

sobota, 20 października 2012

T-Mobile chce zainwestować w sklepy

Pewnie wiecie, że w ostatni czwartek sieć T-Mobile w bizantyjskim stylu ogłosiła uruchomienie usług NFC w swoich komórkach. Było naprawdę na bogato. Mnie osobiście zabrakło tylko fajerwerków. Organizatorzy nie zdecydowali się ich wystrzelić chyba tylko dlatego, że w środku dnia i podczas słonecznej pogody niewiele można byłoby zobaczyć.

W każdym razie NFC w wykonaniu T-Mobile to o wiele więcej niż kilka dni wcześniej pokazała sieć Orange. Przede wszystkim dlatego, że do telefonu będzie można podpiąć dowolną kartę, a więc także debetową czy kredytową, a nie tylko przedpłaconą, jak w propozycji francuskiej firmy. Poza tym do dyspozycji użytkownika oddawana jest instalowana na smartfonie aplikacja MyWallet. Odpowiednie oprogramowanie w Orange ma pojawić się dopiero w grudniu i póki co by sprawdzić historię operacji na karcie trzeba będzie logować się do serwisu w internecie.
Na razie z nowej usługi T-Mobile będą mogli korzystać klienci tylko dwóch instytucji – mBanku i Polbanku. Jeszcze w tym roku dołączą do nich ci z Citi Handlowego, Getinu i Millennium.

Jednak podczas czwartkowej konferencji padło jedno stwierdzenie pominięte w większości relacji z tego wydarzenia a dla mnie niezwykle znaczące. Prezes T-Mobile Miroslav Rakowski zadeklarował, że jego firma jest w stanie zainwestować pieniądze w rozbudowę sieci akceptacji, czyli zwiększenie liczby terminali do przyjmowania płatności kartami. Obecnie urządzenia te kupują agenci rozliczeniowi ale płacą za to handlowcy. Wydatek ten, oprócz niesławnej interchange, jest jedną z przyczyn dla których rozpoczęcie akceptacji kart wielu właścicielom placówek handlowych po prostu się nie opłaca. Jak wiemy, interchange wkrótce zostanie administracyjnie obniżona. Jeżeli do tego jeszcze szef T-Mobile dotrzyma słowa i zacznie dopłacać do terminali, Polska rzeczywiście może stać się prawdziwym liderem we wdrażaniu technologii płatności zbliżeniowych.

Na razie różne instytucje starają się utrzymać nas w przekonaniu, że takim liderem już jesteśmy. Nawet na czwartkowej konferencji padły tego rodzaju zapewnienia, z którymi nie mogę się zgodzić. Mam na myśli m.in. informację o tym, że spośród europejskich krajów to w Polsce jest najwięcej terminali do akceptacji transakcji bezstykowych. A uważni czytelnicy tego bloga wiedzą, że tak nie jest. Padło też stwierdzenie, że jesteśmy trzecim krajem na świecie, który wprowadza NFC na komórkach. I to może być prawda, jeżeli weźmiemy pod uwagę jedynie NFC z kartami MasterCarda. Tymczasem w kilku krajach w Europie działają już smartfony NFC z kartami Visy, o czym też już na tym blogu wspominałem.

środa, 17 października 2012

Masspay chce powalczyć z NFC

Możecie nie znać jej nazwy, bo firma działa od niedawna i jeszcze nie wypłynęła na szersze wody. Ale specjaliści z Masspay usilnie pracują nad pewnym pomysłem na płatności mobilne, który stanowić ma, w przekonaniu twórców, poważną konkurencję dla NFC.
Jak to ma działać? Płacić będzie można dowolnym aparatem komórkowym. Wystarczy nawet jakiś archaiczny model z ubiegłego wieku. Użytkownik telefonu, pragnąc zapłacić np. za kawę w restauracji, zadzwoni na wskazany przez obsługę knajpy numer. Połączenie będzie bezpłatne. W jego trakcie właściciel aparatu otrzyma informacje tekstową, z kwotą do zapłaty i prośbą o potwierdzenie płatności. Zrobi to za pomocą osobistego numeru PIN. I to wszystko, operacja ma zostać zakończona w ciągu kilkunastu sekund.
Tak ma wyglądać transakcja, ale zanim do niej dojdzie, klient będzie musiał zarejestrować się w Masspay, i swoje konto w tej firmie zasilić pewną kwotą, z której następnie będzie mógł płacić za produkty lub usługi. Z kolei restauracje bądź sklepy będą musiały nawiązać współpracę z Masspay, ale nie będzie to z ich strony wymagało inwestycji finansowych. Każdy kontrahent dostanie aplikację do systemu kasowego, która umożliwi przyjmowanie płatności bez dodatkowego sprzętu, oraz indywidualny numer telefonu, na który klienci będą dzwonić w celu uiszczenia rachunku.
Usługa będzie kierowana do wszystkich klientów, ale Masspay liczy, że szczególne zainteresowani nią będą przedsiębiorcy prowadzący sprzedaż w internecie, taksówkarze czy usługodawcy, którym instalacja terminala nie będzie się opłacać, np. fachowcy tacy jak hydraulicy. Masspay chce zainteresować swoim pomysłem także banki po to, by w przyszłości móc połączyć numer telefonu klienta z jego rachunkiem osobistym. To pozwoliłoby na dostęp przez komórkę bezpośrednio do pieniędzy na koncie. Usługa ma wystartować w pierwszym kwartale przyszłego roku. Firma nie zdradza, jak dużo klientów musi zdobyć, by biznes na siebie zarabiał.
Masspay liczy, że akceptanci będą zainteresowani przyjmowaniem płatności w ten sposób ze względu na brak konieczności inwestowania pieniędzy w dodatkowy sprzęt oraz brak wydatków stałych. Jedynym kosztem ma być niewielka prowizja od transakcji. Z kolei klienci mają być zainteresowani takimi płatnościami ze względu na funkcjonalność charakterystyczną dla wszystkich płatności mobilnych. Przewagą Masspay np. nad NFC ma być z kolei brak wymogów technicznych co do telefonu.
Oczywiście nie skazuję tego pomysłu z góry na porażkę. Ma pewne niezaprzeczalne zalety. Ale dostrzegam kilka problemów. Po pierwsze aby płatności te upowszechniły się, firma będzie musiała zadbać o rozbudowaną sieć akceptacji. Rzecz jasna o zdobycie partnerów będzie jej łatwiej niż np. agentom rozliczeniowym, wstawiającym terminale POS. Na korzyść Masspay przemawiają niskie koszty transakcji i brak bariery wejścia. Mimo wszystko jednak do każdego akceptanta trzeba będzie dotrzeć i go przekonać, by wszedł do systemu. A to zabierze dużo czasu no i pieniędzy, bo przecież pracownikom trzeba zapłacić za akwizycję kontrahentów.
Z drugiej strony trzeba zadbać o rozpowszechnienie usługi wśród indywidualnych klientów. A tu konkurencja rośnie. Właśnie wchodzi NFC, które ma, wydaje mi się, większe szanse na rynkowy sukces. Płatności zbliżeniowe są po prostu wygodne. Ponadto rozwiązań mobilnych jest całe mnóstwo, oferują je choćby banki (np. Foto Kasa od Citi) i będzie ich przybywać (np. nowa aplikacja PKO BP). Jak trudno na tym rynku zaistnieć i zacząć zarabiać pokazuje przykład firmy Sky Cash. Spółka działa od kilku lat, zdobywa dynamicznie klientów, ale wciąż jest na minusie.
Reasumując, wydaje mi się, że rozwiązanie Masspay może zdobyć na rynku niszę. Może nawet liczyć na większą skalę działania, zwłaszcza, że właściciele firmy mają plany ekspansji zagranicznej. Czy jednak skala ta wystarczy do tego, by na tym zarabiać? Życzę, żeby się udało, bo to ciekawy pomysł, no i polski a nie importowany. Ale nie będzie łatwo.