piątek, 22 sierpnia 2014

Nie będzie dodatkowych prowizji w bankomatach


W najbliższy wtorek Federacja Konsumentów zaprezentuje raport na temat skutków wprowadzenia surcharge, czyli dodatkowej prowizji od wypłat z bankomatów. Prowizję taką mogliby pobierać operatorzy tych urządzeń. Obecnie nasze prawo nie zakazuje jej stosowania, ale nie pozwalają na to niektóre regulaminy organizacji płatniczych. Raport FK jest głosem w dyskusji na temat uregulowania możliwości stosowania surcharge, o który zabiegają m.in. operatorzy bankomatów oraz banki spółdzielcze.

Z zaproszenia na konferencję prasową, podczas której raport zostanie zaprezentowany, nie trudno odgadnąć, jaki wydźwięk ma ten materiał. Federacja wyraźnie jest przeciw dodatkowej prowizji, której konsumenci nie zaakceptują i prędzej zrezygnują z używania karty, niż zechcą płacić dodatkowe kwoty za korzystanie z bankomatu.

Tymczasem wiele wskazuje na to, że o surcharge w bankomatach możemy zapomnieć przynajmniej na kilka najbliższych lat. Ministerstwo Finansów nie prowadzi prac nad uregulowaniem prawnym stosowania tej prowizji. Z przesłanego mi przez biuro prasowe resortu oświadczenia wynika, że ewentualna zmiana w tej kwestii może mieć miejsce dopiero, gdy o konieczności wprowadzenia takiej opłaty przekonany będzie Narodowy Bank Polski. A to jest mało prawdopodobne.

Działająca przy NBP Rada ds. Systemu Płatniczego powołała zespół badający wpływ surcharge na rynek. Przygotowano specjalny raport analityczny, z którego wynika, że wprowadzenie surcharge będzie miało więcej minusów niż plusów. Wynika z niego, że dodatkowa prowizja od wypłat z bankomatów niesie ryzyko, iż ludzie zamiast częściej płacić kartą w sklepie kosztem rzadszych wypłat gotówki, po prostu zrezygnują w ogóle z używania karty bankowej.

Ponadto z moich informacji wynika, że na możliwość wprowadzenia surcharge niechętnie patrzy kierownictwo Departamentu Systemu Płatniczego NBP, który ma duży wpływ na politykę całej RSP. A i atmosfery politycznej do wprowadzenia surcharge także raczej nie ma. Prowadzi mnie to do wniosku, że wyniki prac zespołu powołanego przez RSP są już przesądzone: odradzi wprowadzania surcharge. To ostatecznie przekreśli szanse na dodatkowe przychody, jakie mają jeszcze operatorzy bankomatów.

czwartek, 21 sierpnia 2014

BIK ma pomysł na internetowych wyłudzaczy - alerty


Pożyczki zaciągane przez oszustów posługujących się skradzionymi dokumentami lub danymi wyłudzonymi od przypadkowych osób, to plaga w bankach oraz internetowych firmach pożyczkowych. O tym jak łatwo stać się ofiarą takiego procederu pisałem m.in. tutaj:


Tymczasem Biuro Informacji Kredytowej zaoferowało usługę, dzięki której w łatwy sposób można ustrzec się nieprzyjemności związanych z koniecznością udowadniania, że się nie jest wielbłądem. To tzw. alerty BIK. Zasada działania tej usługi jest prosta. Po zarejestrowaniu konta w serwisie internetowym jego użytkownik dostanie mejla lub SMS-a za każdym razem, gdy w którymś banku lub firmie pożyczkowej współpracującej z BIK, pojawi się wniosek kredytowy na jego imię i nazwisko. Jeżeli w danym momencie nie stara się nigdzie o pożyczkę to znak, że ktoś próbuje wyłudzić pieniądze na jego nazwisko. W takiej sytuacji interwencja w BIK może zapobiec późniejszym problemom.



Niestety, usługa alertów nie jest bezpłatna. BIK każe sobie za nią płacić 79 zł rocznie. To niedużo biorąc pod uwagę, jakim perturbacjom może zapobiec. Zwłaszcza, że oprócz alertów wysyłanych w związku ze złożonym wnioskiem kredytowym system wysyła też alarm, jeżeli na którymś ze spłacanych lub poręczonych kredytów pojawi się opóźnienie w spłacie rat. Wydaje mi się jednak, że taki jednorazowy wydatek dla wielu osób może być barierą zaporową. Aby przekonać się, czy takie pieniądze warto zainwestować, można przetestować alerty za darmo. BIK oferuje konto próbne, bezpłatne przez dwa miesiące. 

Grafika zaczerpnięta ze strony Biura Informacji Kredytowej

Aktualizacja
Okazuje się, że dostęp do alertów można mieć jednak taniej. Po publikacji mojego wpisu odezwało się do mnie biuro prasowe BIK. Z przekazanych informacji wynika, że opłata w wysokości 79 zł, o której piszę wyżej, dotyczy konta premium, które oprócz alertów zawiera dostęp do jeszcze kilku innych usług BIK. Natomiast same alerty można wykupić za 19 zł rocznie, zakładając konto podstawowe. 

środa, 20 sierpnia 2014

IKO przyspiesza


Płatności z wykorzystaniem aplikacji IKO będą szybsze. A to za sprawą nowej funkcji udostępnionej przez PKO BP. Dziś w nocy do sklepów została wgrana aktualizacja aplikacji, która umożliwia tzw. szybkie płatności. Funkcja nie jest dostępna automatycznie, więc użytkownik po aktualizacji oprogramowania musi ją samodzielnie uruchomić w ustawieniach. To ze względów bezpieczeństwa.

 

Jak to działa? Dotąd sześciocyfrowy kod, potrzebny do wykonania transakcji, pojawiał się dopiero po zalogowaniu do systemu, co zabierało sporo czasu i bywało kłopotliwe. Teraz, po aktywowaniu nowej funkcji, kod pojawia od razu po otwarciu apki, bez konieczności logowania, co zabiera znaczniej mniej czasu i na pewno ułatwi transakcje w sklepach stacjonarnych. Użytkownik może wykonać do trzech szybkich transakcji o wartości do 50 zł bez potwierdzania ich kodem PIN. Czwarta szybka płatność, podobnie jak każda o wartości powyżej 50 zł, także dla bezpieczeństwa, musi być autoryzowana osobistym numerem PIN.

Niewątpliwie próba zrobienia czegoś z usprawnieniem działania IKO to dobra decyzja. Od dawna wiadomo, że aplikacja płatnicza PKO nie działa najszybciej i odstawała pod tym względem od konkurencji z Pekao. Szkoda, że bank nie zdecydował się na udostępnienie możliwości przekazywania kodu transakcyjnego za pośrednictwem modułu zbliżeniowego. W ostatnim czasie przedstawiciele PKO zapewniali mnie, że takie plany są. Fakt, że do tej pory to się nie udało świadczyć może, że nie jest to takie proste. Ciekawe, czy uda się to zrobić Polskiemu Standardowi Płatności, który pod marką Blik ma wystartować dosłownie lada chwila.